Baby bump

Najnowszy film Kuby Czekaja to z całą pewnością kino nieszablonowe. Sądzę jednak, że w przeciwieństwie do większości kina tego rodzaju trafi w gusta szerokiej publiczności. Dlaczego?

Mickey House to młody chłopak przechodzący przez okres dorastania. Jego matka jest nadopiekuńcza, wśród kolegów jest w zasadzie pośmiewiskiem, ma problemy z własną tożsamością. W szkole wszyscy jego znajomi biorą narkotyki, oprócz niego samego – on prowadząc ostentacyjnie zdrowy, ekologiczny tryb życia handluje moczem do analizy.

bb3

Fabuła „Baby bump” to niezła historia o dojrzewaniu i problemach z tym procesem związanych. Jest śmiesznie, lekko, ale nie głupawo. Ciekawym zabiegiem jest spersonifikowanie głosu wewnętrznego chłopaka i nadanie mu kształtu kreskówkowej myszki, która do bohatera, jak i do widza przemawia po angielsku. Zresztą wszystkie napisy, które w filmie się pojawiają (reklamy, znaki drogowe itp.) są również na ten język tłumaczone, co właściwie jest spójne z całością estetyki filmu, która…

jest totalnym szaleństwem. Obraz jest utrzymany w nietypowych kolorach, dominujący wydaje się róż. Przywodzi to na myśl amerykańskie reklamy z lat 60-tych. Właściwie to skojarzenie chyba jest właściwe – matka Mickey-ego testuje dziwaczne produkty dostępne w sprzedaży wysyłkowej. Film jest przepełniony trochę dziwną atmosferą seksualności, obrazując właściwie prawdopodobne odczucia głównego bohatera w tej sferze. Postaci są ubrane równie dziwacznie, właściwie sprawiają wrażenie przebranych, kojarzą się (estetycznie) z telewizyjnym serialem kierowanym do nastoletniej widowni.

bb2

Dużą zaletą filmu jest dobór muzyki. Niesamowita mieszanka, głównie utworów alternatywnych, szerszej publiczności nieznanych, ale znalazło się też miejsce dla remiksów utworów starszych. I choć dominuje chyba muzyka elektroniczna, raczej taneczna (uszy od niej na szczęście nie bolą), to można w filmie również usłyszeć, co prawda dziwaczny, ale nadal rap. O dziwo to wszystko tworzy całość, której chce się słuchać nawet po wyjściu z kina.

Właściwie rola muzyki w „Baby bump” jest tak istotna, że nie byłoby nieuzasadnionym stwierdzenie, że najnowsze dzieło Czekaja jest rodzajem teledysku. Trudno momentami stwierdzić, czy muzyka ilustruje obraz, czy obraz muzykę, na pewno w każdym razie obie formy są nierozłączne, ściśle ze sobą połączone.

Jestem tym filmem zachwycony. O ile nie można od niego oczekiwać, że po wyjściu z kina widz będzie roztrząsał losy bohaterów, analizując ich decyzje, czy obejrzane zdarzenia, to z pewnością „Baby bump” pozwoli przez wiele godzin po seansie pozostawać pod wpływem obrazów i dźwięków, którymi reżyser nas raczył. Polecam przekonać się na własnej skórze – co jest ułatwione, bo film można zobaczyć w multipleksach.

A przy okazji warto zaznaczyć, że mamy do czynienia z rzadko spotykaną sytuacją – zwiastun oddaje to co w pełnym dziele najważniejsze. Nieprzekonanym więc polecam zapoznanie się z nim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *