Biały Bóg (2014)

W pierwszej scenie filmu Kornela Mundruczo widzimy dziewczynkę uciekającą na rowerze przed watahą psów. Dziewczynka to Lili (Zsofia Psotta), czego dowiadujemy się w następnej, choć z punktu widzenia akcji filmu wcześniejszej o kilka dni, scenie. Matka oddaje ją pod opiekę Danielowi (Sandor Zsóter) – jej ojcu, weterynarzowi pracującemu w rzeźni. Razem z Lili i Danielem ma zamieszkać Hagen- pies dziewczynki, o czym nie chce słyszeć Daniel, który (mimo zawodu) nie znosi psów. Nie mając wyboru przyjmuje zwierzę pod swój dach. Jednak gdy Lili zabiera psa na próbę orkiestry w której gra na trąbce, ojciec wyrzuca go w szale na ulicę. Następnie obserwujemy Hagena jak, po tułaczce, zostaje zmuszony do walki na arenie, z której ostatecznie ucieka by trafić do schroniska dla psów, gdzie jest nielepiej traktowany. Tam wznieca „powstanie”, którego efekty widzieliśmy w otwierającej scenie.

„Biały bóg” jest niesamowicie efektowny. Psy naprawdę grają w tym filmie. Choć oczywiście nie mówią, to widzowi wydaje się jakby je słyszał. To, co widać na ekranie jest nierealne, chociaż cały czas wydaje się takim być. Hagen dokonuje zemsty na konkretnych osobach. Chyba. A może reżyser pokazuje tylko sceny mordu tych konkretnych osób. Obsadzenie zwierząt i prosty motyw przewodni powodują wrażenie oglądania filmu animowanego. Film to jednak bardziej opowieść o nierównościach klasowych(w sensie alegorycznym), ale porusza też wątki złego traktowania zwierząt, przypomina nam o naturze drzemiącej w zwierzętach domowych.

Ważną rolę w filmie odgrywa muzyka. Motyw przewodni (autorstwa Liszta) dodaje dramatyzmu za każdym razem gdy się pojawia, często zniekształcony, sprowadzony jedynie do części granej na trąbce przez Lili.

Moim zdaniem „Białego boga” po prostu trzeba zobaczyć. Film robi ogromne wrażenie.

3 thoughts on “Biały Bóg (2014)”

  1. Ładne kadry i efekty. Reżyser musiał się nie lada namęczyć z ‚aktorami’-psami. Położono dosadny nacisk na pokazanie jak przechodni właściciele źle traktują zwierzęta w obecnych czasach. Jednak w mojej opinii film nie warty czasu.

  2. z twórczości pana Mundruczó polecam obejrzeć Deltę. wg mnie dużo bardziej wartościowy niż jakiś tam film o pieskach. co prawda nie jest tak ładnie zrobiony co Bóg, nawet powiedziałabym, że jakość obrazu pozostawia bardzo wiele do życzenia, ale ma to pewien klimat i nastrój, który właśnie pasuje do tego typu filmów. oczywiście nie jest ideałem, w kilku momentach (a było ich sporo) miałam ochotę wyjść z sali, ale postanowiłam obejrzeć go do końca. sądzę, że w zasadzie było warto. szczerze polecam, chętnie przeczytałabym u Was recenzję tego filmu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *