„Bachor”

Najnowszy film Sebastiana Silvy to historia, która może sprawiać wrażenie kontrowersyjnej, szczególnie w naszym kraju. Jako, że obraz powstał w innych okolicznościach społeczno-politycznych to reżyserowi nie można zarzucić celowego działania, można natomiast zarzucić mu próbę stworzenia uniwersalnego pretekstu do myślenia o ulotnej naturze ludzkiego życia. Czy ta próba zakończyła się powodzeniem?

Para gejów – Freddie i Mo postanawiają starać się o dziecko z pomocą Polly – przyjaciółki Freddiego. Freddie zajmuje się sztuką eksperymentalną, a jego najnowszym projektem jest tytułowy „Bachor” – przedstawienie karykaturalnej wizji płaczącego dziecka wijącego się po podłodze. Spokojne życie w ich nowojorskim mieszkaniu zakłóca Bishop – chory psychicznie nędzarz, w dodatku homofob. Nie szczędzi bohaterom wyzwisk, a wczesnym rankiem porządkuje liście hałaśliwą dmuchawą pod ich oknem. Osią fabularną filmu są seria nieudanych prób zajścia w ciążę, związany z tym stres, wpływ na życie bohaterów i próby rozwiązania problemu.

nb5

„Bachor” wygląda dobrze, choć sprawia wrażenie filmu zrealizowanego na wpół amatorsko. Ostatecznie efekt jest niezły, film ogląda się przyjemnie. Duża w tym zasługa aktorów, którzy są bardzo naturalni, jak i pięknego otoczenia w którym przyszło im grać.

W oczy rzuca się duża biologiczność działań prowadzących do idealizowanego aktu poczęcia nowego życia. To na pewno brzmi jak banał, ale wydaje się, że na co dzień nie postrzegamy podobnych sytuacji tak jak w filmie Silvy jest to zaprezentowane. Obsesja z jaką, szczególnie Freddie i Polly podchodzą do potencjalnej ciąży wpływa na wszystko czym się zajmują, najlepszym przykładem jest artystyczny projekt Freddiego, nierozłącznie związany z tematem dzieci i uwydatniający właśnie wręcz naturalistyczny wydźwięk starań tria o potomstwo. Mo do sprawy podchodzi z dystansem, ma wątpliwości, nie wie jak się zachować i właściwie ostatecznie to jego decyzja nadaje zdarzeniom odpowiedni tor.

nb3

Ważnym wątkiem filmu jest społeczny odbiór par homoseksualnych, a szczególnie wychowywania przez nie dzieci. Podczas gdy w Nowym Jorku wywołuje to tylko lekkie zdziwienie, a czasem postrzegane jest jako rzecz całkiem normalna, to na prowincji, skąd pochodzi Mo, plany pary wywołują oburzenie. Jednocześnie wyraźne jest, że panowie tworzą udany związek, co jest skontrastowane z parami heteroseksualnymi. W efekcie film sporymi fragmentami może być odczytywany jako manifest zrównania praw mniejszości seksualnych. Swoją drogą ile czasu musi jeszcze minąć by w Polsce powstawały filmy tak otwarcie poruszające społeczne prawa osób homoseksualnych. Coraz więcej, co prawda filmów otwarcie przyznających ich istnienie, a nawet biorące homoseksualistów za głównych, pozytywnych bohaterów (choćby „Płynące wieżowce” czy „W imię…”). Wydaje się jednak, że nadal taki „Bachor” wywołałby ogromne kontrowersje.

nb2

Zakończenie filmu robi ogromne wrażenie uwydatniając przewrotną naturę tworzenia życia. Jednocześnie reżyser pokazuje, że posiadanie potomstwa jest czysto egoistycznym aktem, nieważne jaka ideologia zostaje do tego dorobiona. Oczywiście taka potrzeba jest w pewnym stopniu uwarunkowana ewolucyjnie i instynktownie ludzie starają się podtrzymać istnienie ludzkości jako takiej, ale raczej przy rzeczywistym planowaniu rodziny nikt nie myśli w ten sposób, również nie robią tego bohaterowie „Bachora”.

Najnowsze dzieło Sebastiana Silvy to film zaangażowany poruszający nietypowe problemy społeczne. Jednocześnie jest to obraz lekki, nie męczący widza. Polecam.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.