„Bez ojca”

Reżyserski debiut Marie Kreutzer (i do tej pory jedyny film w jej dorobku) to pozornie zwyczajna historia – ot rodzinny dramat obyczajowy. To jednak w jaki sposób autorka „poustawiała” okoliczności, w jaki sposób „zbudowała” bohaterów wraz z jeszcze kilkoma szczegółami sprawia, że obraz Austriaczki nabiera szlachetności. Ale po kolei…

W pięknym domu w austriackich Alpach umiera Hans, w związku z czym do domu przyjeżdżają jego dzieci. Niki to lekarz pracujący w Niemczech, najmłodsza siostra MIzzi studiuje w Wiedniu, Vito to typowy lekkoduch, Kyra to córka odrzucona przez ojca, z którą nie kontaktował się przez ostatnie 20 lat. Więzi rodzinne rodzeństwa początkowo budzą w widzu konsternację, dość szybko jednak orientujemy się o co chodzi – w domu Hansa przed dwudziestu laty egzystowała typowa hippisowska komuna  W dalszej części filmu bohaterowie mierzą się z problemami swojej tożsamości spowodowanymi nietypową sytuacją rodzinną, a w retrospekcjach obserwujemy proces rozpadu wspomnianej wspólnoty.

bo1

Spotkanie bohaterów staje się okazją na odkrycie siebie na nowo poprzez przypominanie faktów sprzed lat i emocji im towarzyszących. W udany sposób przy tym obrazuje to reżyserka, najpierw jakby przedstawiając poszczególnych bohaterów, pozwalając im zrobić na widzu pierwsze wrażenie, następnie zdanie obserwatora diametralnie zmieniając. Nie robi to jednak wrażenia sztuczności czy pewnego rodzaju zawoalowania narracyjnego – nastawienie widza zmienia się wraz z nastawieniem postaci dramatu. Niby banalne, a zgrabne i efektowne.

Historia jest zresztą również dobrze osadzona w przestrzeni. Dom pośród alpejskich pastwisk, poza pięknymi widokami zapewnia też odcięcie przebywających w nim osób od reszty świata. Powoduje to uteatralnienie filmu zamieniając piękną posiadłość w rodzaj sceny. Nie jest to oczywiście wadą – dzięki takiemu zabiegowi obraz Kreutzer staje się bardziej intymny i skłania do poświęcenia większej części uwagi rozterkom natury moralnej i psychologicznej niż akcji, jednak…

akcji w „Bez ojca” trochę jest, a skupia się ona wokół niemalże kryminalnego wątku upośledzenia najmłodszej z sióstr. Rozwiązania zagadki naturalnie nie zdradzę, należy jednak powiedzieć, że sam wątek jest interesujący, subtelny, nienachalny, i choć daje o sobie znać dość późno i trochę zaskakuje, to pozostawia widza w niejakim napięciu.

bo5

Ważną rolę odgrywa w filmie Austriaczki też rzeczona komuna, będąca współudziałem tytułowego ojca – niedawno zmarłego Hansa. Historia wspólnoty staje się pretekstem do dyskursu o samej idei wspólnego życia poza okowami norm społecznych. Wnioski nie są jednak oczywiste, widz ma okazję analizować zarówno argumenty za jak i przeciw tego typu rozwiązaniom. Momentami z ekranu bije tęsknota za innymi czasami, idealizmem i idącej z nimi w parze wolnością, uczucie jak wydaje się spersonifikowane w osobie jednego z braci – Vita.

Komunę rozbija wewnętrzna potrzeba własności, co jest wyraźnie pokazane w filmie Kreutzer. Budzi to skojarzenia wręcz marksistowskie, ale to właściwie dobrze, że w filmie są podejmowane tak abstrakcyjne rozważania, które co prawda bezpośredniego przełożenia na życie, ale skłania do wysiłku umysłowego na trochę bardziej podniosłym, abstrakcyjnym poziomie, co zawsze należy chwalić.

bo2

Na pierwszy plan zdaje się jednak wybijać potrzeba więzów rodzinnych, u rodzeństwa obecna i bardzo silna. Bohaterowie filmu zdają się mieć problemy z własną tożsamością, jak sami po czasie stwierdzają, na skutek braku rodziny z prawdziwego zdarzenia. Wydaje się, że autorka poprzez stworzenie postaci o takiej właśnie charakterystyce chciała ostatecznie obalić sen o społeczeństwie bez własności, żyjącym w zgodzie. Jednocześnie śmiało ze sobą dyskutuje znów ustami swoich bohaterów. Wydaje się, że to właśnie postaci są największą zaletą filmu, intrygują, wręcz przyciągają do ekranu.

„Bez ojca” to pozornie film o wydźwięku bardzo lewicowym i to właściwie ciekawe, że w dzisiejszych czasach ktoś zdecydował się na analizę podstaw modelu socjalistycznego nie przez pryzmat upadłych już systemów we wschodniej Europie. Film jednak w zgrabny sposób przeciwstawia się swoim własnym tezom prowadząc do konkluzji różnych od spodziewanych. Najciekawszym wątkiem jest motyw poszukiwania tożsamości w rodzinie po latach rozłąki. W swojej budowie film Kreutzer budzi skojarzenia z „Festen” Vinterberga, co samo w sobie jest powodem do zadowolenia dla autorów. Zdecydowanie polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.