„Constans”

Każdy z nas ma listę filmów, które chce zobaczyć – listę, pozostającą dręczącym wyrzutem sumienia. U mnie to twór trochę ezoteryczny, właściwie nigdy nie spisana, o nieznanych rozmiarach, w dodatku nieustannie się poszerzająca o nowości lub tytuły powiązane z tymi już na niej widniejącymi. Tym razem, na warsztat wziąłem „Constans” Krzysztofa Zanussiego, który na mojej „liście” widnieje już od dość długiego czasu.

Witek, syn słynnego alpinisty, a sam instruktor tego sportu to człowiek zakochany w górach. Poznajemy go w momencie, gdy kończy technikum, znajomi ojca załatwiają mu pracę w Warszawie, w przedsiębiorstwie zajmującym się organizowaniem wystaw promujących Rzeczpospolitą Ludową zagranicą. Witek szybko orientuje się, że jego współpracownicy i przełożeni nie są uczciwi, a na dodatek spotyka się z korupcją w szpitalu, dokąd trafia jego umierająca matka…

Witek to człowiek idealistycznie uczciwy, przez co sprawia wrażenie niewinnego, a przy tym zagubionego i naiwnego. To co filmowi Zanussiego wychodzi najlepiej to ciągła konfrontacja głównego bohatera z otaczającym go światem. Chłopak jest rzucany w kolejne sytuacje dostając od losu raz po raz „w twarz”. Oczywiście Witek nie jest temu obojętny – jego zachowanie się zmienia, ale nie w sposób prosty, banalny – nie staje się zły dostosowując się do otoczenia, jak można by się spodziewać. Ten proces obserwuje się z naprawdę dużą przyjemnością, a docenić należy, jak sądzę, przede wszystkim literacki kunszt autora, który w scenariuszu potrafił zawrzeć charakterystykę psychologiczną, godną tylko doskonałych obserwatorów ludzkiej natury.

Reżyser nie jest na bakier też z naturą w sensie bardziej… naturalnym. Co jakiś czas na ekranie pojawiają się zdjęcia gór wykonywane z pokładu samolotu. Te momenty pełnią funkcję jakby wytchnienia, a dla samego Witka to ucieczka od świata go otaczającego do rodzaju absolutu. Motyw może się podobać, ma sens fabularny, jak i konceptualny, na dodatek jest świetnie dookreślony znakomitą muzyką Wojciecha Kilara.

Interesujący jest też obecny w filmie koncept przypadku jako absolutu. Wydaje się, że Witek traktuje losowość jak religię. Boleśnie się jednak parzy, gdy spotyka kapłana tego przedziwnego kultu – matematyka na uniwersytecie, na który uczęszcza jako wolny słuchacz. Pomysł fabularnie ciekawy, choć trochę odrealniający.

„Constans” to z całą pewnością również kino społeczne, starające się sportretować stan społeczeństwa w konkretnym czasie i miejscu: PRL-u przełomu lat 70-tych i 80-tych. Portret jest interesujący, ale jednak niezbyt szczegółowy, film zyskuje dużo interpretowany w kontekście psychologii czy metafizyki.

A o co właściwie potencjalnie powiększyła się moja lista? Oczywiście o filmy Zanussiego. „Constans” to film naprawdę bardzo dobry, nie pozostawiający obojętnych miłośników kina psychologicznego.

 

2 thoughts on “„Constans””

  1. Filmy starzeją się na różne sposoby. „Constans” szczęśliwie należy do tych, które starzeją się jak wino. Powstał w 1980 roku. Czasach dość beznadziejnych, jeśli chodzi o życiowe perspektywy młodego pokolenia, a zwłaszcza tych, którzy chcieli żyć „normalnie”, czyli w zgodzie ze swoimi przekonaniami. Było to trudne w królestwie hipokryzji i permanentnego kryzysu, obejmującego rzeczywistość od sklepowych półek po ludzkie umysły. W dzisiejszych czasach kryzys wygląda trochę inaczej, ale moralne dylematy z filmu Kieślowskiego są aktualne. Prędzej czy później zderzy się z nimi każdy. „Constans” to nie tylko kinowy skansen Polski Ludowej na rozdrożu, w przededniu Solidarności, ale uniwersalna opowieść o ludzkiej naturze. Dobrze, że sięgacie po filmy sprzed tylu dekad. Czekam na następne recenzje!

  2. Z Zanussism jestem ostro w plecy, ale pamiętam, że „Barwy ochronne” mi się bardzo podobały. Głównie przez znakomite dialogi. Czuje się zachęcony do nadrobienia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.