„Foxtrot” – Taniec wojenny

Ile razy już słyszałem zdziwione (wszyscy to wiedzą, ale każdy powie wiele razy) i pełne kpin głosy na temat przynależności Izraela do Europy, przy okazji wydarzeń sportowych czy Eurowizji (kwestia Australii zresztą jest poruszana jeszcze częściej, a kpina to praktycznie jedyne stanowisko). Dołożę cegiełkę do tego klasyfikacyjno-geograficznego chaosu i powiem, że kino izraelskie to kino europejskie, co udowadnia między innymi „Foxtrot” Samuela Maoza, opowiadający o…

Właściwie o reakcji Dafny i Michaela Feldmanów na przyniesioną przez anonimowego żołnierza wieść o śmierci ich syna- Jonathana. Jest później coś co można nazwać zwrotem akcji, szczegółów nie chcę jednak zdradzać, dominuje jednak właśnie spektrum żalu, smutku, gniewu i zrezygnowania wyrażane przez załamanych rodziców.

I to ta moc emocji, portretowanych z kronikarską dokładnością, ale też pewną chłodną obojętnością powoduje, że film ma bardzo silny wpływ na widza. Istotnym czynnikiem jest też względna powszechność straty i związanych z nią uczuć w życiu człowieka – powoduje to instynktowne utożsamienie się z rodziną, a przynajmniej wywołuje współczucie.

Głównym miejscem akcji jest dom Feldmanów i wydaje się, że nic w nim nie jest przypadkowe, bo wszystko służy wzmożeniu atmosfery w nim panującej, już i tak ciężkiej przez samą powagę sytuacji. Jest gorąco (jak to w tamtej części świata), ale nie odczuwamy tego bezpośrednio, bohaterowie starają się tą temperaturę kontrować zacieniając otoczenie, co współgra z panującymi emocjami. Uderzająca jest również cisza, jak się wydaje naturalna w takiej sytuacji, ale przydająca się narracyjnie, powodująca kontrast przy wybuchach gniewu Michaela.

„Foxtrot” absolutnie urzekł mnie dbałością o symetrię poszczególnych kadrów – każdy z nich to dzieło sztuki, przywodzące na myśl abstrakcję geometryczną. Linie tworzone przez meble, stoły, ściany są najczęściej proste, często powtarza się jakiś ustalony wzór. Przyjemnie się na to patrzy, z każdą sceną dostrzegając więcej tego typu szczegółów. Godne podziwu, a przy tym nienachalnie przemycone.

Ciekawy jest również aspekt militaryzacji izraelskiego społeczeństwa. Wszyscy wiedzą co oznacza przyjście żołnierzy do domu, orientują się w stopniach wojskowych, każdy ma jakieś wspomnienia z armią związane. Reżyser  trochę stara się pokazać, że służba wojskowa młodych ludzi jest nie do końca w porządku, szczególnie w drugiej części filmu… o której do tej pory nie mówiłem i nie zdradzę szczegółów, bo może to zepsuć odbiór. Powiem tylko, że wydaje się trochę niepotrzebna, ale ostatecznie powoduje, że zakończenie ma mocniejszy wydźwięk.

„Foxtrot” to dobry film, potrafiący zachwycić wizualnie, ale mający również silne osadzenie społeczne w intrygującym społeczeństwie. Emocjonalne, ale wyważone formalnie kino. Polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.