„Niepoczytalna” – recenzja

Dobrze widzicie: to jest tekst o amerykańskim filmie. Do tego autorstwa Stevena Soderbergha – człowieka o opinii wymiatacza kina akcji. Na szczęście „Niepoczytalna” nie jest standardowym produktem z Hollywood – nakręcona telefonem, zarówno wizualnie jak i narracyjnie mieszająca świat rzeczywisty z ułudą. Ciekawy to stworek doprawdy.

Sawyer Valentini dopiero co przeprowadziła się do nowego miejsca, znalazła pracę. Przed zmienieniem otoczenia miała pewne problemy ze zdrowiem psychicznym, wyszukuje więc pobliski szpital psychiatryczny i udaje się tam szukając porady. Na miejscu zostaje oszukana i wbrew woli zamknięta w zakładzie na 7 dni. Jak się następnie okazuje sytuację wykorzystuje prześladujący ją mężczyzna, który pod przykrywką dostaje w szpitalu pracę, albo tak tylko Sawyer się wydaje…

I to właśnie na tych niejasnościach opiera się film Soderbergha. Czy Sawyer wymyśliła sobie objawy, czy u psychologa mówi prawdę, w końcu czy to co widzimy na ekranie to świat rzeczywisty, czy produkt jej wyobraźni. Te dylematy są zresztą udanie utrzymywane nie zamieniając się w pytania retoryczne w pierwszej części filmu. Później wątpliwości jest mniej, ale w sumie to też wychodzi na dobre, bo zmiana następuje tuż przed tym (lub tuż po tym – w zależności od indywidualnej percepcji), gdy koncepcja staje się powtarzalna i męcząca.

Film zresztą zgrabnie dozuje napięcie, początkowo prezentując zdarzenia w atmosferze żartu, niewinnej pomyłki, która sama się wyjaśni, by potem wyraźnie sugerując, że bohaterka rzeczywiście ma poważne problemy psychiczne,  wysunąć na pierwszy plan realne zagrożenie, jednocześnie przyspieszając akcję i zagęszczając, zaostrzając narrację. Co prawda to końcowe tempo i częste zwroty akcji mają już bardzo hollywoodzki sznyt… ale w sumie na zdrowie, zezwalam, da się znieść.

Docenić należy również samą postać Sawyer Valentini i występ Claire Foy. Bezkompromisowa, zdecydowanie stawiająca na swoim. Zaradna, mająca problemy, ale ukrywająca je przed światem. Bohaterka wzbudza sympatię, jest zabawna, ale też „pozwala” widzowi na współczucie do siebie. W pamięci zapada szczególnie monolog w izolatce, przede wszystkim przez sposób jego wypowiadania, ale też „grę ciałem” (a przemycę sobie piłkarski termin), czyli to w jaki sposób bohaterka przechodzi z osaczenia do ataku, momentalnie przez ten kontrast sprawiająca wrażenie silnej i zdecydowanej, wręcz fizycznie silnej mimo niskiego przecież wzrostu.

Co do spraw technicznych – to chyba najgłośniejsza cecha filmu – „Niepoczytalna” została nakręcona telefonem. Dokładnie był to iPhone 7 Plus, nagranie zostało zarejestrowane w rozdzielczości 4k oraz zamiast domyślnej aplikacji aparatu użyto takiej pozwalającej na większą ingerencję w parametry nagrywanego obrazu. Nie jest to pomysł nowy, podobnie zrobiono w filmie „Mandarynka”, gdzie użyto wcześniejszego modelu telefonu tej samej marki. Ale jak to wyszło w filmie Soderbergha (który zresztą jest również autorem zdjęć)? Postęp w technologii jest widoczny na pierwszy rzut oka, bo tak jak „Mandarynka” wyglądała nieźle, to jednak praktycznie całość filmu była kręcona w pełnym kalifornijskim słońcu, natomiast „Niepoczytalna” wygląda co najmniej tak samo dobrze mimo zdecydowanie mniej sprzyjających kinematografii warunków – ciasnych pomieszczeń, światła sztucznego lub księżycowego. Widać co prawda, że nie jest to kamera doskonała, ale dość sprytnie imituje to jakby retro filtr, co dodaje obrazowi uroku i pasuje do historii.

Poza samą jakością obrazu, trzeba też zauważyć, że sposób kręcenia również służy narracji – częste są ekstremalne zbliżenia na twarz, obraz często jest rozedrgany. Warto zwrócić uwagę również na kolorystykę, często się zmieniającą, nienaturalną oraz na filtr optyczny tworzący efekt zakrzywienia linii prostych. Sprzyja to atmosferze szaleństwa, zagrożenia, jakby koszmaru sennego, co jest kluczowe dla odbioru filmu.

I taka właśnie jest „Niepoczytalna” – dobrze tworząca atmosferę, z ciekawą bohaterką, dynamiczną narracją, ciekawą, zaskakującą historią. Amerykański film akcji, ale taki który wszystko robi dobrze, używa nietypowych środków formalnych, a któremu bardzo służy pewna formalna skromność – dobre wykorzystanie narzuconych sobie ograniczeń technicznych. Podsumowując – duży plus.

Film widziany na Festiwalu Transatlantyk w Łodzi transatlantyk.org

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.