Ceylan

Nie sposób pisać o kinie tureckim bez wspomnienia Ceylana. Niniejszym wspominam. Idąc w metafory marynistyczne, jeśli mówimy że Turcja kinematograficznie „dobiła” do Europy to Nuri Bilge Ceylan jest kapitanem na tym okręcie. Powszechnie uznawany za ojca chrzestnego Nowej Fali. I choć był jednym z pierwszych to nie jedyna jego zasługa, jego wpływ na innych twórców jest nie do przecenienia.
To co właściwie jest w jego filmach wyjątkowego?

winter-sleep-086747 © nuri bilge ceylan-0-2000-0-1125-crop
„Zimowy sen”

Po pierwsze obraz. Ceylan maluje przed oczami widza piękne obrazy. Nie szczędzi zresztą na te pocztówki czasu. Ujęcia są długie, wielu powiedziałoby, że przeciągnięte. A co widzimy? A to różnie. W „Zimowym śnie” to jaskinie w wapiennych skałach i bezdroża tureckiej prowincji przemierzane w pierwszych scenach filmu przez głównego bohatera samochodem. W „Uzaku” to zimowy Stambuł z obfitymi opadami śniegu, statkami na Bosforze, kontemplowany przy nieodzownej herbacie w lokalnych spelunach. W „Pewnego razu w Anatolii” to jakżeby inaczej – Anatolia, krajobraz bardziej piaszczysty, spalony słońcem.Na dodatek mamy do czynienia ze świetną grą świateł- duża część akcji odbywa się w nocy, a bohaterowie oświetlani są przez samochodowe reflektory.

3monkeysfinalscene
„Trzy małpy”

A w „Trzech małpach” oglądamy nadmorskie miasto w pełni lata, prawdopodobnie obrazek jaki niektórzy mogą kojarzyć z wakacjami w Turcji.
Obraz u tureckiego mistrza gra bardzo ważną rolę. Poza niewątpliwymi walorami estetycznymi pełni kilka innych funkcji. Skupia na sobie uwagę, przez co mamy wrażenie oglądania jakby wycinka z życia bohaterów, umniejszając główne wątki (wrażenie, które nie ukrywam, bardzo sobie cenię). Pozwala wsiąknąć w kontekst opowiadanej historii, nie tylko przez przybliżanie kultury, ale właśnie pokazywanie otoczenia, co może być bagatelizowane, ale nie jest bez znaczenia. Jesteś tym gdzie przebywasz. Ma trochę sensu jak każde zdanie tego typu. Ceylan uwielbia turecką prowincję i to widać w sposobie jej ukazywania, jego filmy powinno się pokazywać jako część folderu turystycznego. Chociaż może nie do końca…

…bo warstwa fabularna często z tym obrazem kontrastuje. Częstym tematem jest korupcja wśród urzędników, niejasne interesy. Sztandarowym przykładem są tu „Trzy małpy”, gdzie wysoko postawiony urzędnik (w tej roli wiecznie żywy Ercan Kesal) przekupuje swojego kierowcę by poszedł zamiast niego do więzienia. Ale w „Pewnego razu w Anatolii” prokurator też nie jest czysty – szczegółów nie zdradzam, bo ujawnione zostają dopiero w zakończeniu filmu, a nie chciałbym komuś zepsuć przyjemności z oglądania tej epopei (swoją drogą nieźle dobrany tytuł).

three_monkeys_turkey_movie_film_arthouse_3
„Trzy małpy”

Ogromną rolę grają problemy moralne. Turek nie boi się trudnych tematów. Czy to aborcja, która w naturalny sposó niesie ze sobą moralne niejasności, czy zabójstwo, zawsze obciążone dużym ładunkiem emocji. Ale Ceylan na tym nie kończy, konfrontuje nas z problemami bliższymi zwykłemu człowiekowi. Często oglądamy problemy małżeńskie i tak jak w „Trzech małpach” poruszany jest problem zdrady, to Hacer nie jest napiętnowana, wręcz może wydawać się ofiarą. Z kolei w „Zimowym śnie” małżeństwo jest nie wiadomo czym, pewnego rodzaju emocjonalnym układem, zbudowanym na chęci budowania prestiżu i presji społecznej. Piszę, że emocjonalnym, bo Aydin i Nihal żywią do siebie uczucie, prawdopodobnie wywołane jakąś mentalną gimnastyką, jakby sami siebie przekonali, że tak jest.

wintersleep
„Zimowy sen”

Ale Turecki wirtuoz to nie tylko twórca społecznie zaangażowany. Jego znakiem rozpoznawczym są intymne historie, małe ludzkie dramaty. Są opowiadane z wielkim smakiem, nie są uteatralnione, przesadnie dramatyczne. Mamy wrażenie podsłuchiwania rozmowy sąsiadów, podglądania przez dziurkę od klucza. Ale nie brakuje też humoru, opowieść nie jest ciężka, snuje się lekko. Ale długo (skrajnym przypadkiem „Zimowy sen” – 3 godziny 15 minut), dla niektórych może być męcząco.
I właśnie tego typu tematyka stała się typowa dla pozostałych twórców nowofalowych. Czy w „Za wzgórzem” czy w filmach Aliego Aydina mamy do czynienia z tą samą lekkością i realizmem. Z tym samym dramatyzmem i charakterystycznymi dłużyznami. Gdy dołożyć do tego charakterystyczny senny nastrój, zobaczymy zarys tego czym ta Turecka Nowa Fala jest. Oczywiście jak przy każdej rewolucji zdarzają się czyny kontrrewolucyjne. W „Złocisz mrok ponury” Onura Unlu mamy do czynienia z superbohaterami obdarzonymi nadludzkimi mocami.

To dlaczego oglądać Ceylana. Jest lepszy? Może tak. Na pewno nie gorszy. Na pewno bardziej uznany na europejskich festiwalach. Dzięki czemu jakby przetarł szlaki innym twórcom, pozwolił na rozkwit całej kinematografii tureckiej, czego cudowne owoce możemy dziś konsumować. A poza tym dzięki temu jest dobrze dostępny. Więc jak zaczynać z kinem tureckim (do czego bardzo zachęcam, jeśli ktoś tego jeszcze nie zrobił) to Ceylan jest bardzo dobrym wyborem.

pew
„Pewnego razu w Anatolii”

A konkretnie? „Pewnego razu w Anatolii”. Film jest dobrze zbalansowany. Znajdziemy tam wszystkie cechy o których tu wspomniałem… w odpowiednich proporcjach. Bo różnie z nimi bywa. Naprawdę warto również ze względów towarzyskich. Dziś mówi się o filmach „w stylu Ceylana” równie często jak o stylu Hanekego. Może jeszcze nie Bergmana, ale kto wie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *