Czeski film część druga

Z radością powracam do rozpoczętego przed paroma tygodniami projektu. Niestety napotkałem duży problem techniczny – filmy czeskiej nowej fali są w tej chwili trudno dostępne. Może się więc okazać, że cykl ulegnie dłuższemu zawieszeniu. Ale do rzeczy.

Tym razem obejrzałem dwa filmy. Oto pierwszy z nich:

sedmikrasky_postcard2

„Stokrotki” Very Chytilovej (1966)

Reżyserka pokazuje nam historię dwóch przyjaciółek, zajmujących się uwodzeniem starszych mężczyzn. Krótki opis, prosto brzmi, ale żeby dojść do tego o czym ten film jest (a mówię o warstwie czysto fabularnej) potrzeba było długiej analizy. Czemu? „Stokrotki” nie zachowują chronologii. Choć momentami wydaje się, że tak to ewidentnych dowodów na to nie ma. Oglądamy w zasadzie serię scenek rodzajowych z udziałem głównych bohaterek, czasem postaci pobocznych, a zawsze ogromnych ilości jedzenia spożywanego w dość odrzucający sposób. Moim zdaniem miała to być kolejna wypowiedź na temat seksualności, odmienna od poznanych dotychczasowo autorów tego nurtu. Chytilova sprowadza seksualność do rangi po prostu funkcji życiowych, jednocześnie pokazując w kontraście do czego prowadzi nadmierne eksploatowanie jednej z nich (na przykładzie odżywiania właśnie). Wychodzi to bardzo zgrabnie i subtelnie.

Najciekawsze rzeczy jednak dzieją się w sferze wizualnej. Ekran właściwie co kilka – kilkanaście sekund zmienia kolor. Czasem wydaje się odzwierciedlać emocje bohaterów pobocznych, choć nie jest to zasadą. Godne wspomnienia są kostiumy i przede wszystkim scenografia. Misternie wykonana, dopracowana w najdrobniejszym szczególe. Pozwala poczuć się jak w środku obrazu i to takiego z pogranicza abstrakcji.

Generalnie rzecz biorąc film można polecić wszystkim szukającym w sztuce filmowej niestandardowych rozwiązań i łamania utartych schematów. Moim zdaniem bardzo udany eksperyment.

4887518274_9d4b247a20

„Pali się moja panno” Miloš Forman (1967)

A to, wydaje się, klasyczny przedstawiciel nurtu. Na ekranie widzimy bal strażaka z wszystkimi możliwymi do wyobrażenia atrakcjami. Jest loteria w której można wygrać głowiznę czy butelkę koniaku (o ile ktoś tego wcześniej nie ukradnie), jest konkurs piękności, w którym żadna z dziewcząt nie chce brać udziału, jest w końcu sam bal – taniec do tandetnej muzyki granej przez strażacką orkiestrę.

„Pali się moja panno” to komedia. Ale w przeciwieństwie do większości komedii jest zabawny. I to zabawny w lekki, nienachalny sposób. Nie ma tu raczej pojedynczych gagów niepowiązanych bezpośrednio ze sobą, obserwujemy raczej kilka dziejących się równocześnie i przeplatających się historii. Bardzo błahych historii, czy to właśnie wybór „najpiękniejszej”, czy pilnowanie nagród w loterii.

Widz bawi się równie dobrze, co uczestnicy balu, trochę w dekadenckim stylu. Znowu głównym tematem jest seksualność, choć problem jest poruszany w bardziej standardowy sposób.

The-Firemans-Ball.3

I to właśnie seksualność była dla twórców czeskiej nowej fali ulubionym tematem. W tamtych czasach rzeczywiście godne podziwu. Na szczęście temat nie był poruszany w sposób obsceniczny czy oczywisty. Twórcy zwykle wnosili swoje spostrzeżenia, nie powielali skonsumowanych już dzieł kultury. Często były to po prostu obserwacje zachowań, których nikt wcześniej nie odważył się przenieść na ekran. Dalej poszła Vera Chytilova i pozwoliła sobie na ich analizę, udaną i ciekawą zresztą.

A moje wrażenia ogółem? Jestem zachwycony. Każdy obejrzany film wnosi nowy, niepowtarzalny głos, każdy jest inny. Ale łączy je wspólny mianownik – duże wyczucie i lekkość, cechująca nawiasem mówiąc nie tylko czeski film, ale również i literaturę.

Mam nadzieję kontynuować tą podróż, a tym czasem zapraszam do przeczytania poprzedniego wpisu i dodaję te dwa wspaniałe filmy do listy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *