Czy to kino czy teatr?

Teatr od kina różni się diametralnie, przede wszystkim sposobem gry aktorskiej. Popisy aktorów zaprezentowane w „Nocy Walpurgi” zdecydowanie pasują na deski teatru, ale czy do filmu? Może do teatru telewizji, ale to przecież też teatr… Może kogoś przekona taki eksperyment, mnie osobiście nie bardzo. Film został jednak doceniony przez publiczność na tegorocznej Cinergii. Może to przez marketingową otoczkę wokół niego, jako że od dłuższego czasu jest o nim głośno. Brał nawet udział w konkursie głównym na festiwalu w Gdyni.

nocwalpurgii

Jest to adaptacja monodramu Magdaleny Gauer, rozpisana na dwie postaci. A skoro tak, na pewno sporo różni się od oryginału. Akcja rozgrywa się w szwajcarskiej operze, tuż po zakończeniu spektaklu, w którym to gwiazdą wieczoru jest diva Nora Sedler (Małgorzata Zajączkowska). Pod jej garderobą czeka na umówiony wywiad młody dziennikarz – Robert (Philippe Tłokiński). Ta z początku nie chce go wpuścić, jednak po kilku sekundach zmienia zdanie. W garderobie dochodzi między bohaterami do dziwacznej, erotycznej gry, przeplatanej historiami z pobytu divy w obozie koncentracyjnym.

Film, który opiera się tylko na dialogach dwóch głównych bohaterów jest bardzo trudno zrobić. W takim przypadku scenariusz musi bronić się sam, ponieważ nie ma go czym zrekompensować, ale również aktorzy powinni grać przynajmniej poprawnie. Czy „Noc Walpurgi” zalicza się do tych dobrych filmów dialogu? Teatralna gra aktorska tutaj irytuje, a film nuży, mimo, że jest w nim mnóstwo zwrotów akcji. Fakt, że młody dziennikarz pożąda dziko divę grubo powyżej wieku średniego jest trochę naciągany. Niektóre dialogi są wręcz żenujące, a niektóre bezcelowe.

W filmie znajdziemy parę nawiązań do wielkich twórców, ale po co to? Szprycowanie swojego dzieła niezliczoną ilością odniesień do innych dzieł może świadczyć o tym, że samemu nie ma się nic ciekawego do pokazania. Jak będzie zły, to może obroni się wplecionym Polańskim, Fellinim? A może to jest po to, żeby się pochwalić, że jest się tak obytym filmowo?

Końcówka to próba zaszokowania widza aż do bólu… I rzeczywiście ból pozostał po seansie, ból mózgu od nadmiaru głupot.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *