Czy to western?

„Arizona w mojej głowie” to przedziwny film. Praktycznie cała ekipa to Szwajcarzy na czele z reżyserem Matthiasem Huserem. Ale widz nie czytając napisów końcowych czy nie zasięgając innych informacji nie ma prawa o tym wiedzieć, bo…

Akcja filmu dzieje się w Polsce, aktorzy to Polacy, mówią po polsku. Historia jest prosta: Fabryka telefonów w której pracował Leonard (Krzysztof Kiersznowski) zostaje zamknięta, a on sam ma za zadanie zdemontować budki telefoniczne w pobliskich miejscowościach. Nie chce prowadzić samochodu, więc do pomocy zatrudnia Bena (Eryk Lubos), który niedawno wyszedł z więzienia.

1179906434Arizona_strona2

Film toczy się w bardzo wolnym tempie. Choć na Cinergii prezentowany był w ramach konkursu debiutów, to z powodzeniem odnalazłby się również w sekcji Slow Cinema. To tempo służy „Arizonie…”. Film nie jest długi, ale też w warstwie fabularnej nie ma dużo do przekazania. Ot budująca się relacja (i tak raczej pozostaje szczątkowa) głównych bohaterów na swego rodzaju misji.

Największą atrakcją filmu jest dyskusja jaką podejmuje film Husera z kinem gatunków. Reżyser bierze na warsztat moim zdaniem najbardziej symboliczny gatunek jakim jest western i rozkłada go na czynniki pierwsze. Mamy amerykańską muzykę, podobną do westernowej, lecz nie bliźniaczo. Nie mamy koni, w zamian amerykański samochód. Nie mamy historii dla westernu typowej, wszak bohaterowie tylko demontują budki telefoniczne, w zamian mamy czytane głosami bohaterów fragmenty powieści o rewolwerowcach. Nie mamy wreszcie krajobrazów prerii i pustkowi, w zamian polską prowincję, która wizualnie jest zaskakująco podobna. A jednak wszystko razem sprawia wrażenie westernu.

924363583Arizona_fota_strona

Film stawia (być może mimowolnie) pytanie ile można zabrać z westernu, żeby pozostał westernem. Tu wszystko jest substytutem, a wrażenie pozostaje. A gdyby usunąć wspomniane fragmenty powieści? A może zmienić samochód na poloneza?

Traf chciał, że bezpośrednio po tym miałem przyjemność obejrzeć film Wima Wendersa „Paryż, Teksas”, którego akcja odbywa się między innymi w Teksasie (to może oczywiste, ale tytułowy Paryż to już nie jest ten Paryż, o którym myślicie 🙂 ). I te krajobrazy również przywodzą na myśl western. Również bardzo dobra muzyka Rya Coodera może się z tym gatunkiem kojarzyć. Ale to nie wystarcza, gdyby nie wcześniejszy pokaz pewnie bym nawet o tym nie pomyślał.

„Arizonę w mojej głowie” to interesujący eksperyment. Zaskakuje, że twórcy nadal tak chętnie odwołują się do klasycznych filmowych gatunków,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *