„Powidoki”

„Powidoki” to film ważny przynajmniej z kilku powodów. Po pierwsze to ostatnie dzieło Andrzeja Wajdy – reżysera, którego nie trzeba przedstawiać zarówno publiczności polskiej jak i kinomanom z całego świata. Po drugie traktuje o Władysławie Strzemińskim, malarzu, ale przede wszystkim wielkim teoretyku sztuki, postaci nieznanej szerokiej publiczności, a szkoda, bo mogłaby zainspirować każdego artystę tak jak z pewnością inspirowała reżysera, z wykształcenia będącego przecież właśnie malarzem. Wreszcie jest to film niezwykle ważny dla Łodzian, cementując tożsamość Łodzi filmowej, szczególnie w ostatnich latach, ponownie święcącej triumfy, zarówno poprzez huczną premierę zorganizowaną właśnie w Łodzi, jak i miejsce akcji samej produkcji – pięknie wyróżniające łódzkie kamienice i pałace. Przede wszystkim jednak łódzkiego charakteru nadaje filmowi sama postać głównego bohatera, immanentnie wrośniętego w tożsamość miasta, twórcy najstarszego (do dziś, nawiasem mówiąc, działającego) muzeum sztuki nowoczesnej w Europie, artysty, pioniera awangardy, z Łodzią kojarzonej. No widzicie, nawet ja popadłem w patetyczne tony… czy film dorasta do pokładanych w nim oczekiwań? Poważnej nagrody to bym chyba „Powidokom” nie dał, ale przeciwwskazań do Oscara nie widzę. Zacznijmy jednak od początku…

„Powidoki” rez. Andrzej Wajda
Zdjecia: Pawel Edelman
fotosy: Anna Wloch
www.annawloch.com
anna@annawloch.com

Władysław Strzemiński w przedwojennym świecie awangardy miał niepodważalny status. W momencie rozpoczęcia filmu jest wykładowcą w szkole sztuk plastycznych. Studenci go uwielbiają, jednak po kilku incydentach, które zostały odczytane jako afront przeciw władzy komunistycznej, zostaje zwolniony z pracy. W dalszej części obserwujemy zarówno walkę głównego bohatera o byt, jak i próbę utrwalenia jego dzieła życia.

„Powidoki” to film o wydźwięku społecznym, pozornie może politycznym, ale właściwie uderzający w struny bardziej uniwersalne. Osią przekazu jest tu konfrontacja władzy, w szczególności totalitarnej ze sztuką. Jednak przez wzięcie na warsztat właśnie Strzemińskiego osiągany jest efekt dość jaskrawy. Malarstwo, czy teoria głównego bohatera zupełnie od treści uciekała, nie mogła więc kontestować właściwie idei komunistycznych. Przez takie zaaranżowanie sytuacji główny bohater urasta w oczach widza do roli męczennika w walce z systemem, co samo w sobie może wydawać się trochę zbyt banalne i przesadzone.

„Powidoki” rez. Andrzej Wajda
Zdjecia: Pawel Edelman
fotosy: Anna Wloch
www.annawloch.com
anna@annawloch.com

Na szczęście sama postać nie jest aż tak płaska. Docenić należy udane kreacje, przede wszystkim Bogusława Lindy, ale również Bronisławy Zamachowskiej, grającej Nikę Strzemińską – córkę artysty. Ich trudna, skomplikowana relacja sprawia, że współczujemy malarzowi. Strzemiński jest pokazany jako człowiek, który w zasadzie zrezygnował z rodziny, w pełni poświęcając się sztuce, co z kolei odbierają mu władze. Główny bohater „Powidoków” to człowiek przegrany, doprowadzony do upadku przez własne decyzje.

Andrzej Wajda starał się na taśmie filmowej zawrzeć wydarzenia, czy może przede wszystkim czas, istotny dla historii, tożsamości Polski. Najnowszy film wstrzela się właściwie w okres wcześniej przez niego nie zobrazowany. Zwykle dostrzegaliśmy w dziełach Wajdy głęboki portret społeczny, nie inaczej jest i tym razem. Otrzymujemy gładko, w nienachalny sposób poprowadzony przekrój przez społeczeństwo, od pijanych robotników, przez zindoktrynowanych nauczycieli, przelewających ideologię na podopiecznych, po chroniących się na partyjnych posadach urzędników związanych z poprzednim systemem. Te wątki są poprowadzone w bardzo hmm… oldschoolowy sposób, typowy dla reżysera. Film jednak wydaje się mieć dwa oblicza, jednym jest właśnie ten krajobraz społeczno-polityczny…

A drugim jest wycinek z życia Strzemińskiego, pokazany w bardzo kameralny, intymny sposób. Te fragmenty pozwalają poczuć emocje targające osobami w otoczeniu malarza, ale przede wszystkim jednak nim samym – „Powidoki” to właściwie monodram, główny bohater pojawia się praktycznie w każdej scenie filmu, co wbrew pozorom jest nawet odświeżające, otrzymujemy przez to bardzo subiektywny obraz rzeczywistości, uwaga zostaje skierowana jednak na samą postać, człowieka, co jest zresztą sprytnym sposobem na połączenie dwóch wspomnianych wcześniej oblicz. Zarówno kontekst historyczny jak i postać malarza są zarysowane mocno, ale zostaje zachowany między nimi balans.

Większość akcji filmu odbywa się w zaledwie kilku wnętrzach, przez co pogłębiony jest ten osobisty charakter przedstawianej historii. Od czasu do czasu jednak „wychodzimy” na zewnątrz i wtedy nie sposób nie dostrzec ogromnej pracy jaką wykonali scenografowie i autorzy zdjęć. „Powidoki” wyglądają bardzo dobrze, co mnie jako Łodzianina bardzo cieszy, jako że za plany posłużyły łódzkie plenery.

Wydaje mi się, że „Powidoki” w większości spełniają pokładane w nich oczekiwania. To dobre, klasyczne kino, o wyraźnym temacie przewodnim, co nie jest dziś standardem. Polecam.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *