„Smoleńsk”

„W jakim języku rozmawiają Tusk i Putin? Pewnie po niemiecku”… treść oraz wydźwięk „Smoleńska” dla nikogo zapewne nie będzie zaskoczeniem. Czy warto wydać na niego pieniądze? Trzeba przyznać, że seans dostarcza nie lada wrażeń i emocji. Czy jest dobry? Cóż… nie, aczkolwiek, naszym zdaniem można go zaliczyć do filmów z kategorii „tak złych, że aż dobrych”.

Główna bohaterka to cyniczna dziennikarka Nina, pracująca w telewizji TVMsat 🙂 , która na wieść o katastrofie smoleńskiej rozpoczyna śledztwo w tej sprawie. Nina jest wścibska i zupełnie nieczuła na tragedię. W dalszej części filmu mimo zaciekłego oporu z jej strony daje się przekonać do właściwej według twórców interpretacji wydarzeń.

smolensk7

Strukturalnie dzieło Krauzego to misz-masz, który naprawdę trudno objąć myślą. „Smoleńsk” to film fabularny, z fabułą jak można wywnioskować nawet z krótkiego opisu – niesamowicie drętwą. Nie jest nam dane doświadczyć rozterek Niny, czy choćby rozpaczy rodzin ofiar katastrofy. W zamian mamy tajemniczego Szefa Wszystkich Szefów w garniturze, który kilka minut po katastrofie stojąc we mgle na skraju lasu nakazuje swoim żołnierzom konfiskatę aparatu zagubionego dziennikarza. Ten sam człowiek okazuje się wydawać rozkazy nie mniej demonicznemu szefowi TVMsat. Do tej intrygi dołożone są zainscenizowane chuligańskie wybryki młodzieży pod krzyżem, czy protesty przeciw pogrzebowi prezydenta na Wawelu. Pojedyncze sceny są bardzo krótkie, co nie pozwala zaangażować się w fabułę.

smolensk-6

Obrazu tej żenady dopełnia jeszcze doprawdy niezwykłe użycie materiałów archiwalnych przypominające popularne w internecie parodie. Na przykład, konferencja prasowa komisji Millera jest w filmie pokazana, z tym że… odpowiedzi są prawdziwe, a pytania zadają aktorzy. Obraz miejsca katastrofy – dodano dźwięk dzwoniących telefonów. Dobrze, że materiały archiwalne są w tak słabej jakości, bo można by się pomylić.

Wszystkie postaci to swego rodzaju wydmuszki, ich charakterystyka to właściwie maksimum dwie cechy. Choćby Nina – jej postać określa wyłącznie zestaw cynicznych min i uśmieszków, które serwuje nam niemal przez cały film. Mimo niewątpliwej ubogości jej charakterystyki scenarzystom nadal nie udało się w zestawie cech zmieścić wydaje się dla dziennikarki najważniejszej – Nina jest skrajnie małomówna. Jej wypowiedzi to krótkie, proste zdania, a jej rola sprowadza się do bycia punktem zaczepnym do przekazania widzowi wprost natłoku (treści propag…) informacji na temat katastrofy. Należy też dodać, iż owe Informacje są przekazane w sposób mało subtelny, wręcz biją widza brutalnie po twarzy.

Nina, chcąc się odstresować jedzie do Chicago, by tam ostatecznie dać się przekonać do właściwej wersji wydarzeń. Przekonują ją głosy zagranicznych ekspertów, tak jak, wydaje się, miały przekonać widzów. Można tu dostrzec naprawdę prymitywne odwołanie do autorytetu – wystarczy, że ktoś powie coś po angielsku i jest dużo bardziej wiarygodny. Wystarczy, że pokaże się amerykańskie wieżowce i od razu ludzie w nich mieszkający są mądrzejsi. Przesada? Polscy historycy pokazani w filmie są z miejsca ośmieszani, głównie przez komiczny sposób mówienia i dziwny wygląd, a amerykański profesor – wyważony geniusz, twardo stąpający po ziemi.

smolensk3

Ale da się w filmie również coś pochwalić. Muzyka Michała Lorenca jest całkiem dobra. Jest dramatyczna, dynamiczna i zostaje w głowie. Można nawet powiedzieć, że dobrze ilustruje nastrój obrazu Krauzego – tylko, że nastrój jest tam stały. Przeszkadza też trochę to, że słyszymy ją zbyt często, przez co momentami irytuje.

„Smoleńsk” to film naprawdę bardzo zły. Rozwiązania fabularne przyprawiają o zawrót głowy, technicznie, na czele z grą aktorską przypomina to raczej tanią produkcję telewizyjną. Właściwie najwięcej skojarzeń budzi z rosyjskimi telenowelami, co w tym przypadku jest wyjątkowo zabawne. A pomyśleć, że twórcy filmu, mając w planach realizację tak nieudolnego obrazu, w związku z odmową finansowania przez PISF, zarzucili komisji stronniczość i decyzję polityczną…

 

4 thoughts on “„Smoleńsk””

  1. no odnośnie tego, że co amerykańskie to lepsze nie można się tu nie zgodzić. chociażby Lot 93 a ten film. to chyba mały żarcik Krauzego jak się zorientował, że coś robi źle. a to całkiem smutne, bo co by nie było to osoby, które umarły w katastrofie zasługują na trochę szacunku, a nie robienie z ich historii niesmacznego żartu.

  2. Odnośnie tego filmu to nie tylko to co amerykańskie jest lepsze, ale również zdecydowana większość tego co polskie. I tu zgoda że lepiej by było nawet gdyby film był typowym pomnikiem. Pewnie i tak by nam się nie podobał, ale nie przynosiłby wstydu sobie i autorom.

  3. fakt, polska filmografia stoi (stała?) na całkiem niezłym poziomie do 2000 i ostatnimi czasy powoli odżywa, ale to co nam tutaj serwują autorzy to jest jakaś kpina. jak się dowiedziałam o produkcji tego filmu wiedziałam z góry, że będzie zły (pomnik – nie pomnik), ale nie podejrzewałam aż tak wysoko postawionej poprzeczki bagna. już lepiej, jakby go w ogóle nie wyświetlali.

  4. Moim zdaniem stoi dzisiaj na dobrym, u nas na blogu też nie brakuje recenzji dobrych polskich filmów z ostatnich lat. Wydaje się, że sprawa katastrofy w Smoleńsku mimo dzisiejszych sporów jest ważnym wydarzeniem dla hmm… tożsamości narodowej. I w ten sposób film, który właściwie tylko by dokumentował wydarzenia, byłby mimo wszystko przyjęty dobrze, szczególnie że to pierwszy film fabularny dotyczący tamtych wydarzeń. A tak dostaliśmy wyraz przekonań politycznych pewnej grupy, jeszcze zrealizowany w sposób, który nie przystoi profesjonalnym filmowcom. Podsumowując, myślę że poprzeczka rzeczywiście była zawieszona nisko , a i tak nie zdołano na nią porządnie nawet „nabiec”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *