Najlepszy z najgorszych

Już na samym początku rozważań dotyczących tego filmu chciałbym się w pewien sposób usprawiedliwić. Wiem, iż film ten w żaden sposób nie spełnia standardów estetycznych, ideowych a nawet jakościowych, jakie nakreślił Mikołaj w swoim Manifeście hipstera. Nie dość, że horror, to jeszcze amerykański, a na dodatek bardziej symbol popkulturowy niż artystyczne dzieło. Mimo wszystko jednak uważam, że produkcji tej należy się parę słów i wykraczających poza granicę zwykłej recenzji przemyśleń.
TheDrillerKiller1979-Uncut96min-13

Driller Killer (1979),bo o tym filmie mowa, to pierwszy pełnometrażowy film Abla Ferrary. To reżyser, który komercyjny sukces osiągnął popularnym serialem telewizyjnym Policjanci z Miami, lecz który w pamięci koneserów nietypowego kina (zwłaszcza klasy B i dalszych) na stałe pozostanie w pamięci właśnie dzięki pseudohorrorowi Driller Killer.

Nie ma w tym nic dziwnego, że film ten od samej premiery miał poważne problemy z cenzurą. Trafił na brytyjską listę „video nasty”, ze względu na zbytnią brutalność w przekazie i epatowanie seksem, a w wersji nieocenzurowanej pojawił się w Wielkiej Brytanii dopiero w roku 2002.

Fabuła filmu jest prosta i przewidywalna, nie zaskakuje oryginalnościa, co zresztą typowe dla większości horrorów. Reno Miller (w tej roli sam Abel Ferrara, choć w czółówce pojawia się jako Jimmy Laine) to sfrustrowany młody utalentowany malarz. Ze względu na brak sukcesu kasowego i coraz większe znudzenie przewidywalnością swojego życia, zaczyna mordować przypadkowych ludzi wiertarką. Brzmi banalnie i głupio i taka w istocie jest fabuła tego filmu. Do samego końca nie zostajemy zaskoczeni żadnym zwrotem akcji czy uszlachetnieniem fabuły.

Równie blado wypada gra aktorska. Cięzko się temu dziwić gdyż oprócz samego Ferrary, w filmie tym występują amatorzy, niekoniecznie nawet związani ze sztuką filmową. Wypowiadane kwestie rażą sztucznością a dialogi są wyjątkowo sztampowe.

Z punktu widzenia technicznego, śmiało można stwierdzić, iż Driller Killer jest filmem, którego każdy element rzemiosła artystycznego stoi na wręcz żenująco niskim poziomie. W zasadzie na tym stwierdzeniu powinna zakończyć się każda porządna i rzetelna recenzja tego filmu.

images

Moim zdaniem, byłaby ona jednak mocno krzywdząca. To film dysponujący ogromną mocą przekazu, której nie da się w łatwy i oczywisty sposób wytłumaczyć. Wyrazistość scen w połączeniu ze znakomicie dobraną, szwankującą protopunkową muzyką stylizowaną na The Stooges i MC5 powodują, iż film odbiorcę w pewien sposób hipnotyzuje. Zdając sobie sprawę ze wszystkich mankamentów tej produkcji, odczuwałem chęć (a nawet wewnętrzny przymus) obejrzenia tego filmu do końca. To film, który skupia się na kreowaniu pojedynczych scen, a w zasadzie pojedynczych obrazów, które później bardzo ciężko wyrzucić z pamięci, nie ze względu na ich brutalność, lecz raczej ze względu na ich abstrakcyjność i intensywność oddziaływania (chociażby pierwsza scena). To bardzo rzadkie połączenie tak banalnej i słabej treści z tak mocno oddziałującą formą.

Driller Killer dla mnie to także film, który (świadomie bądź nie) stawia bardzo wiele znaków zapytania odnośnie samej istoty kina. Jednym z nich jest odwieczny problem, któy zawiera się w stwierdzeniu czy ważniejsza dla sztuki filmowej jest perfekcja warszatu czy oddziaływanie na emocje i psychikę widza. Driller Killer bada również granice wolnośc

i artystycznej, tego jak daleko, łamiąc konwencje społeczne, czy nawet poczucie dobrego smaku, może posunąć się twórca aby zaintrygować i pobudzić odbiorcę do myślenia.

Nie jestem pewien czy Abel Ferrara myślał o tym wszystkim tworząc ten film, Jednak tak naprawdę nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. To film genialny i beznadziejny zarazem. Przyciągający i odpychający. Najlepszy i najgorszy. Jednak na pewno warty obejrzenia i wyrobienia własnej prywatnej opinii, niezależnie od tego, jak kontrowersyjna miałaby ona być.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *