Obojętne, czyste kino

A-bout-de-souffle-1

Do utraty tchu (1959) Jean- Luca Godarda oraz Niewinni czarodzieje (1960) Andrzeja Wajdy to niewątpliwie dwa filmy, które zdecydowanie więcej łączy niż dzieli. Nie zarzucając plagiatu ani kopiowania stylu mistrza francuskiej Nowej Fali jakim jest Godard, można rzec że Wajda tworząc Niewinnych czarodziejów, niejako rozwinął i „przetłumaczył” na naszą polską rzeczywistość film Godarda.

Sama artystyczna koncepcja obu filmów wydaje się być zbliżona. Do utraty tchu jest chyba najlepszym przykładem filmowej filozofii Godarda, jaką jest koncepcja „czystego kina”, której istotę tak często podkreślał w wielu wywiadach. To próba maksymalnego skupienia uwagi widza na samej treści filmu, bez społecznych, historycznych czy pozaartystycznych punktów odniesienia.

W owym czasie Godard rozumiał sztukę tworzenia filmów jako możliwość nawiązania kontaktu i porozumienia się z widzem.

Niewinni czarodzieje, co zaskakujące w przypadku Wajdy, również powstał tylko i wyłącznie z samych artystyczny pobudek. Sam Wajda przyznaje, że to najbardziej politycznie obojętny film jaki kiedykolwiek stworzył. W przeciwieństwie do innych jego nieco pompatycznych dzieł, liczy się w tym przypadku tylko historia dwójki przypadkowych osób.

Właśnie owa przed momentem wspomniana przypadkowa dwójka osób jest kolejnym punktem, w którym oba te filmy bardzo mocno na siebie nachodzą. W pewien sposób można stwierdzić, że Bazyli (charyzmatyczny Tadeusz Łomnicki) jest polskim odpowiednikiem Michela (w tej roli Jean-Paul Belmondo). Nie mam na myśli tutaj ich życiowych zajęć (Bazyli jest szanowanym lekarzem, po godzinach perkusistą jazzowym, a Michel stale obraca się w gangsterskim półświatku), lecz o styl życia. Obaj są swego rodzaju cynicznymi lekkoduchami. Mają ogromne belmondopowodzenie u kobiet, z którego z niekłamaną przyjemnością korzystają. Właśnie poznane przez nich kobiety stają się osią fabuły obu filmów. Również pomiędzy Patricią (rola Jean Seberg) oraz Pelagią (Krystyna Stypułkowska) łatwo dostrzec wiele podobieństw. Są zupełnie inne niż ich ekranowi partnerzy. Rozsądniejsze, początkowo nie tak euforycznie nastawione do relacji jak Michel i Bazyli, jednak z czasem obie coraz bardziej dające się wciągnąć w erotyczno- miłosną grę przez nich prowadzoną.

Jednak, pomimo pewnej rezerwy w zachowaniu, obie niewątpliwie prezentują zdecydowanie wyzwolony sposób zachowania. Ich gesty są prowokacyjne, a w każdym ich ruchu Michel i Bazyli odnajdują (słusznie lub nie) jakieś drugie dno i metaforyczne znaczenie.

Obaj bohaterowie niejako chcą dokonać decydującej metamorfozy obu bohaterek. Michel chce wyrwać Patricię ze świata dziennikarskiego (ta pracowała dla Herald Tribune), pełnego eleganckich przyjęć i blasku fleszy, natomiast Bazyli chce aby Pelagia, chociaż tej jednej nocy, w pełni dała się ponieść emocjom. Ani Godard, ani Wajda, nie stawiają jasnej odpowiedzi czy bohaterom to się udaje. Niejednoznaczne zakończenia powodują, ze to do widza należy zrozumienie i interpretacja zachowań obu bohaterek.

tumblr_m9mjrdrIYs1rs6xqoo1_1280Absolutnie nie można jednak, pomimo tak wielu podobieństw, stwierdzić iż Wajda w jakikolwiek sposób skopiował Do utraty tchu. Nieodłącznym elementem każdego rodzaju sztuki jest inspirowanie się dziełami poprzedników. Dzięki takiej ewolucji i „przefiltrowywaniu” dotychczasowych dzieł przez wrażliwość twórców kolejnych pokoleń rodzą się nowe idee, koncepcje, czasami nawet skrajnie rewolucyjne.

Właśnie tak zawsze traktowałem te dwa filmy. Obaj autorzy kreślą obraz pokolenia końca lat pięćdziesiątych i początku sześcdziesiątych. Te dwa filmy tylko pozornie pokazują jak te dwa światy (mam na myśli francuski i polski) były do siebie zbliżone. Tak naprawdę Do utraty tchu i Niewinni czarodzieje to dwa oryginalne arcydzieła, które w wyjątkowo subtelny sposób pokazują losy nie tylko dwójki bohaterów, ale szkicują pejzaż tego nieco zwariowanego pokolenia.  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *