Osiem i pół

Wiele o tym dziele Felliniego powiedziano. Ba! Napisano nawet kilka książek. To na pewno film legenda, przez wielu uznawany za arcydzieło, traktowany jak bóstwo. Zwykle jednak jedyne co mi z tekstów na temat takich filmów zostaje to… pamięć o jego tytule i może jeszcze pewnego rodzaju wstyd, że takiegoż jeszcze nie widziałem. Więc mimo niewątpliwej legendarności i pomnikowości, udało mi się zachować świeże spojrzenie na „Osiem i pół” i postanowiłem podzielić się moimi wrażeniami, starając się delikwenta traktować jak film premierowy, choć od premiery minęły już 53 lata.

Głównym bohaterem jest Guido – reżyser filmowy pracujący nad swoim magnum opus, autobiograficzną opowieścią o swoim dzieciństwie, swoich miłościach i strachach. W pracy pomaga mu cała armia ludzi: producenci, scenarzyści, aktorzy (w większości bez przypisanych ról), czy osoby zajmujące się wszystkim pozostałym, po prostu załatwiające to, co akurat jest potrzebne. Piachem w trybach tej maszyny jest sam reżyser przeżywający twórczy kryzys. Celem jego zażegnania do kurortu w którym cała rzecz się odbywa zaprasza swoją kochankę, czego trochę żałuje oraz żonę, trochę nieopatrznie, licząc, że odmówi. Zresztą dwie kobiety to tylko jedne z wielu dziwacznych postaci jakie znajdują się w otoczeniu Guido.

oip4

Film ma w sobie pierwiastek jakby niekończącej się zabawy, bardzo długiego przyjęcia, gdzie ludzie są albo odurzeni, albo niespełna rozumu. Bohaterowie przemawiają w kilku językach, ale rzadko ze sobą rozmawiają – są raczej nastawieni na nadawanie komunikatów, jakby chcieli tylko przekazać co sobą reprezentują. Należy w tym miejscu powiedzieć, że wizualnie „Osiem i pół” jest świetne, co widać nawet dziś,a w tamtym czasie musiało robić ogromne wrażenie. Zresztą widać ogromną inspirację tymi fragmentami u współczesnego włoskiego reżysera – Paolo Sorrentino („Młodość”, „Wielkie piękno”)

Film z pewnością jest również satyrą na środowisko twórców filmowych. Pokazując najbarwniej jak to możliwe, przerysowaną postać scenarzysty, jako zadufanego, używającego wyłącznie trudnych słów poetę, o wrażliwości nie tyle nad wyraz wykształconej co na pewno przez niego samego w całości opisanej. Postać aktorki, która występuje zawsze w nienagannym fikuśnym stroju, przemawia z francuskim akcentem, pozwalając wodzić się za nos reżyserowi, również postać producenta, rzucającego pieniędzmi na wszystke strony, byle reżyser był zadowolony. Czy może wreszcie właśnie postać reżysera, który w obliczu kryzysu twórczego szuka fizycznej miłości w ramionach kochanki. A satyra choć wyraźna to nadal zrealizowana ze smakiem i naprawdę zabawna.

oip2

Warto też wspomnieć o koncepcji miłości w filmie prezentowanej. Uczucie jest potraktowane kompleksowo, a bohaterowie przechodzą przez różne jego etapy, po części zdając sobie sprawę z ich istnienia i na bieżąco je analizując. Prezentowane są wreszcie konkretne podejścia do samej idei wiązania się z drugim człowiekiem – od niewinnej zabawy, przez hedonizm, miłość platoniczną, wykorzystywanie drugiego człowieka aż po całkowite jemu oddanie.

Wydaje się również, że obraz jest metaforą procesu twórczego. Mimo jasności zamysłu koncepcja może być wypaczana, tak jak Guido był rozpraszany przez postaci znajdujące się w jego otoczeniu. A gdy wydaje się, że udało się dojść do konsensusu opierając dzieło na dwóch filarach, okazuje się, że właściwym jest ten trzeci…

oip5

Dzieło Felliniego staje się przez to jakby swoim portretem na jakimś metapoziomie. Oglądamy film o tworzeniu filmu, w którym wydarzenia z tego filmowego filmu, odbywają się również w filmie realnym. Trochę to zawiłe i można się w tym labiryncie z łatwością zgubić. Ale właściwie odnalezienie w nim drogi nie powinno być celem – należy napawać się spustoszeniem jakie taki stan rzeczy wywołuje w odbiorcy, ale również w bohaterach filmu. Jednocześnie nie należy się przerażać, nie jest to chaos w stylu Davida Lyncha, znacznie bardziej subtelny i jakby bardziej wyrafinowany.

Zresztą „Osiem i pół” jest po prostu pełne różnych symboli i to uniwersalnych, możliwych do odczytania również współcześnie. Jednocześnie pozostaje zabawne i, choć tempo momentami zwalnia, nie nudzi. Jeżeli ktoś, tak jak do niedawna ja, filmu jeszcze nie widział, to niech wie, że również ja dołączam się do pochwalnych pieśni głoszonych ku czci Felliniego od ponad 50 lat.

1 thought on “Osiem i pół”

  1. stare filmy warto nadrabiać. ja ostatnio widziałam Spóźnionych Przechodniów z prawie tego samego roku co recenzowane 8 1/2. polska produkcja, naprawdę godna polecenia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *