Pieśń słonia (2014)

Ostatnio jest głośno o nowej produkcji belgijsko-kanadyjskiego reżysera Charlesa Binamé „Pieśń słonia”. W większości opisów tego filmu przeczytamy, że jest to ‚intelektualna gra między psychiatrą i pacjentem’. Jest to jednak wielka przesada. Film ten spokojnie można nazwać monodramem Dolana. Sprawia on wrażenie jakby został wyprodukowany wyłącznie do promowania jego osoby.

W tajemniczych okolicznościach zaginął doktor Lawrence, a ostatnim, który go widział (warto zaznaczyć, że dzień przed [wtf?]) był jego pacjent Michael Aleen (Xavier Dolan). Wobec tego, ściągają do ośrodka jednego z najlepszych specjalistów od psychiatrii, czyli doktora Tobyego Greena (niesamowite drewno, jak zresztą wynika z nazwiska-Bruce Greenwood), aby dowiedzieć się gdzie przebywa dr Lawrence. Green sprawia wrażenie jakby nie miał pojęcia o psychiatrii, a zamiast ‚intelektualnej gry’ mamy po prostu bardzo rozbudowany monolog Michaela. Doktor nie sili się na żadne tricki, nie próbuje nawet sprytnie podejść Michaela, jedyne co robi to zadaje w kółko to samo pytanie, czyli jednym słowem jest nieudolnym psychiatrą. Być może w ten sposób scenarzysta pokazuje przegraną lekarza nad sprytnym pacjentem, jednakże jak można mówić o przegranej kiedy lekarz po prostu nie walczy? I nie jest to wina tylko aktorstwa Greenwooda, ale również (głównie) scenariusza, który dodaje też niepotrzebne wątki ja na przykład wątek kobiety i córki lekarza. Może to była próba rozbudowania postaci? Jeżeli tak to bardzo nieudana, ponieważ ten wątek nie mówi nam nic o naszym doktorze. Pozostaje nam jeszcze sam doktor Lawrence, który w pewnym momencie pojawia się w filmie. Tego z Michaelem łączą bliskie kontakty, jednakże z jego wypowiedzi (znowu wina scenariusza) wynika jakby pacjent był mu zupełnie obcy, a to co mówi w kontekście całego filmu jest wręcz śmieszne.

Osobiście produkcji tej nie polecam głównie ze względu na nieudolny scenariusz. Tylko fani Dolana będą mogli nacieszyć się nim w pełni. Jest to rozrywka, ale jednak na bardzo niskim poziomie.

Tą recenzją zamykamy oficjalnie wątek LAF-u. Może jeszcze do niego wrócimy, może nie. Zobaczycie sami :>.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *