Prawie jak matka (2015)

Film Anny Muylaert to pierwsza produkcja brazylijska, którą widziałem. Choć kraj pochodzenia może wydawać się odległy, a kinematografia szerzej nieznana to egzotyka nie jest tu wadą, obraz na niej nawet zyskuje.

Główna bohaterka- Val (Regina Casé) jest gosposią u bogatej rodziny w Sao Paulo. Mieszka w służbówce, do pracodawców zawsze zwraca się per Pan/Pani. Swoją córkę Jessicę (Camila Márdila) ostatnio widziała 10 lat temu, gdy zostawiała ją rodzinie na wychowanie. Jessica postanawia zdawać egzamin na uczelnię do São Paulo. Sprowadza się więc do matki. Początkowo obie cieszą się ze spotkania, z czasem Val staje się jednak niezadowolona z zachowania córki, która nie chce szanować przyjętych w domu Państwa zasad.

„Prawie jak matka” to zaangażowana historia o wciąż pokutujących w Brazylii relacjach społecznych. Chodzi tu nie tylko o powszechnie znany brazylijski problem nierówności ekonomicznych, ale właśnie nierówności społecznych. Reżyserka skutecznie burzy stosunek państwo- służba, przez zachowania Jessici pokazując niedorzeczność zasad przyjętych w domu.

Ten aspekt staje się jeszcze wyraźniej widoczny dla oczu Europejczyka, gdzie równość i braterstwo są hasłami większości rewolucji od setek lat. Film może wręcz otwierać oczy konserwatystom, upierającym się przy tradycyjnych porządkach. Widz automatycznie sprzeciwia się Jessice, gdy wprowadza zamęt w mirze domowym. Szybko orientuje się jednak że zasady tam obowiązujące są jednym słowem idiotyczne, mimo że panują tam od setek lat. Zmiana punktu widzenia, swoiste przeniesienie się w czasie (bo tak „wyglądała” Europa paręset lat temu), podkreśla błędy nierzadko obecne w myśleniu o tradycji, jako czymś bezsprzecznie dobrym.

W zakończeniu filmu widać jednak jak zmienia się społeczeństwo brazylijskie, co jest bardzo pocieszające. Na szczęście nie jest przy tym banalne czy oczywiste.

Warto podkreślić doskonałą rolę Reginy Casé. Val jest autentyczna, wzbudza sympatię, lecz w kluczowych momentach nie brakuje jej dramatyzmu.

Sam tytuł filmu jest dwuznaczny. Val pełni rolę matki dla dwóch osób, syna pracodawców- Fabinho, którego usypia, mimo iż chłopak ma prawie 20 lat, i swojej rodzonej córki. Dla żadnego z nich nie jest jednak matką w pełnym znaczeniu tego słowa, Reżyserka niejako mimochodem stawia pytanie o znaczenie „względów formalnych” w macierzyństwie. Prawdziwa więź łączy Val z Fabinho, Jessici prawie nie zna. Taki motyw wydaje się oczywisty, ale Muylaert umiejętnie łamie schemat, pokazując odradzające się uczucie matki i córki. Zakończenie jest szczęśliwe-Val może być ostatecznie matką w pełni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *