Turecki czaj

Dziś dość nietypowo – wpis o herbacie. Herbata czarna, czyli to co w Polsce określa się właśnie jako po prostu herbatę, pita jest na całym świecie. A uprawiana jest głównie na Cejlonie, w Indiach lub w Chinach. Na szczęście ten uwielbiany przez masy krzew udaje się również w północnej Turcji. W związku z czym ogromny turecki rynek herbaty jest w dużej mierze samowystarczalny. Czy nie przesadzam? Herbatę w Turcji pije się bez przerwy (nawet do kilkunastu razy dziennie). Rytuał jest bogaty- specjalny czajnik, w zasadzie działania podobny do rosyjskiego samowara, charakterystyczne szklanki w kształcie tulipana.

Dlaczego w ogóle piszę o tym na blogu filmowym? Bo i w filmie tureckim czaj pojawia się niezwykle często. Reżyserzy nowego kina tureckiego nie żałują czasu na sceny rozmów przy herbacie, czy nawet rozmyślań (niemych przecież) nad charakterystyczną szklaneczką ( „Pył czasu”). Tego typu sceny nadają charakterystyczny rytm filmowi- powolny, niespieszny, ale niepozbawiony pewnego temperamentu (wszak wiadomo- herbata podnosi ciśnienie, a w połączeniu z górami cukru wsypywanymi do niej przez Turków stanowi mieszankę skuteczniejszą niż niejeden napój energetyczny).

10917479_902160286485473_1100732590_n

Choć aromatyczny napar stał się środkiem w rękach tureckich filmowców to ma szerszą funkcję. Tamtejsi twórcy chcą pokazywać turecką kulturę taką jaką jest- czyli pozbawioną atrybutów tradycyjnie z nią kojarzonych. Nie uświadczymy więc praktycznie żadnych przejawów orientu. Akcja tych filmów z powodzeniem mogłaby być osadzona w Europie- nikt by się nie zorientował. I nie mówię tu o bezpłciowych miastach, metropoliach które na całym świecie wyglądają tak samo. Zwykle oglądamy krajobrazy wiejskie- i bardzo dobrze, bo jest co oglądać (jeżeli ktoś szuka wrażeń turystyczno-wizualnych to koniecznie powinien zobaczyć „Dawno temu w Anatolii” i/lub „Zimowy sen” Nuri Bilge Ceylana, obraz tam robi piorunujące wrażenie). Muzyka w tym nurcie jest nieinwazyjna, prawie niezauważalna, a przede wszystkim nie ma charakterystycznej dla tamtej części świata rozskakanej muzyki tanecznej wprost wyjętej z rezydencji jakiegoś sułtana (no może czasem można usłyszeć urywki pochodzące z włączonego na ekranie radia). I żeby nie było- nie takie były tradycje tureckiej kinematografii i na przykład w „Statkach z łupin arbuza” dostajemy wszystko to czemu nowa fala wydaje się zaprzeczać.

Anatolia_3

I chwała za taki obrót sprawy twórcom. Dzięki przejściu do formy bardziej zeuropeizowanej jesteśmy w stanie docenić filmy za treść, którą niosą. W przeciwnym wypadku mogłoby je spotkać niezrozumienie i w konsekwencji pozostałyby niedocenione. Albo przecenione- w końcu egzotyka zawsze dobrze się sprzedaje.
No to co? Może herbatkę? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *