Von Trier wielkim poetą był

Lars von Trier to nazwisko, które słyszał pewnie każdy kinoman. Mam jednak wrażenie, że nie kojarzy go z niczym konkretnym. Tak było również ze mną – widziałem dwie pozycje z jego najnowszej filmografii. I szczerze mówiąc nie wiedziałem dlaczego jest do tego stopnia uznanym reżyserem.

Do czasu gdy zobaczyłem trzy jego filmy – „Przełamując fale”, „Idiotów” i „Tańcząc w ciemnościach”, które razem tworzą tzw. Trylogię Złotego Serca. Każdy z nich jest genialny na poziomie do którego bardzo niewielu potrafi się wznieść. Każdy jest trochę inny, choć i podobieństwa są widoczne gołym okiem. To na czym polega ten geniusz?

„Przełamując fale”

W zaangażowaniu jakie w widzu wywołuje to co widzimy na ekranie. Bohaterkami wszystkich trzech filmów są kobiety, które są, jak opisuje Bess dr Richardson w „Przełamując fale”, po prostu dobre. I to wydaje się spoiwem, które pozwala połączyć te filmy w wyżej wspomnianą trylogię. Widz po prostu współczuje bohaterkom. Ich profil jest bardzo głęboko zarysowany, nie będę zdradzał szczegółów, bo są one bardzo istotne w indywidualnym odbiorze każdego z obrazów.

We mnie samym każdy z nich wywołał większe emocje niż katastrofa smoleńska i sądzę, że w każdym widzu, który którykolwiek z tych filmów obejrzy z należytą uwagą, pozostawi głęboki ślad. Sam o „Przełamując fale” myślałem praktycznie bez przerwy przez 3 dni do czasu… aż nie zobaczyłem „Tańcząc w ciemnościach”.

Bardzo w zżyciu się z bohaterami pomaga sposób kręcenia przyjęty przez von Triera. Wszystko jest kręcone z ręki, obraz często się trzęsie. Przez to ma się wrażenie podglądania kogoś. Jest to zgodne z jednym z punktów deklaracji Dogmy 95, której von Trier był pierwszym sygnatariuszem, a „Idioci” są na oficjalnej liście 37 filmów, które spełniły wszystkie z postulatów.

Choć emocje w każdym z filmów są, to każdy ma również dodatkowy wymiar.

„Przełamując fale” to dzieło, które urzekło mnie najbardziej. Prawdopodobnie gdybym miał wymienić swój ulubiony film to padłoby na ten dramat. Bess mieszka w małej wiosce na północy Szkocji. Znajduje męża – Jana, który pracuje na platformie wiertniczej. Małżeństwo spotyka się z ostracyzmem lokalnej społeczności. Dziewczyna jest w nim szaleńczo zakochana, tak że zrobiła by dla niego wszystko. Jan zostaje sparaliżowany bez większych szans na wyleczenie.

Film porusza bardzo wiele problemów w nienachalny sposób – nie prawi morałów, nie przekazuje prawdy oświeconej, a po prostu zmusza do myślenia. A myśleć jest o czym: problem tradycji w małych społecznościach, problem religii i istnienia boga (jednak von Trier nie opowiada się za ateizmem, jak wielu się zapewne spodziewa), problem odpowiedzialności niepełnosprawnych za własne działania, problem eutanazji. Wszystko należy wyczytać z kontekstu, nic z tego nie jest przekazane ustami bohaterów. Kreacja głównej bohaterki to popis aktorstwa. Film jest odpowiednio długi, by poczuć się częścią wykreowanego w nim świata i to jest jego największa siła.

„Tańcząc w ciemnościach”

Podobnie sprawa się ma z „Tańcząc w ciemnościach” z tym że film z 2000 roku zbliża się gatunkowo do musicalu, za sprawą śpiewanych przez Selmę (główną bohaterkę graną przez Björk) piosenek. Selma to wesoła kobieta przybyła do USA z Czechosłowacji w celach zarobkowych. Jest wesoła i pogodna, mieszka wraz z synem Genem w przyczepie wynajmowanej od policjanta i jego żony. Mają jednak miejsce dramatyczne wydarzenia.

Film jest zrealizowany w mistrzowski sposób. Postać Selmy jest wyraźnie zarysowana, do tego stopnia że jej charakteryzacji podporządkowuje się cała forma filmu. Choć Selma pracuje w fabryce, to jej pasją są musicale. Temat w obrazie poruszany zupełnie się do musicalu nie nadaje, a mimo to reżyser umiejętnie obie te rzeczy łączy. Nad losem głównej bohaterki wielu na pewno płakało rzewnymi łzami, mimo płynących pocieszeń od niej samej. Bo momenty jej śpiewu wydają się być zwrócone wprost do widzów.

„Idioci”

W „Idiotach” również mamy do czynienia z nietypowym sposobem prezentacji. W formie paradokumentu obserwujemy losy grupki osób, która udaje niepełnosprawnych umysłowo. Czy to jest właściwe? „Wy się naśmiewacie.” w pierwszych scenach filmu mówi Karen. Co chcą osiągnąć bohaterowie? Niektórym przyświeca wyższa idea, w zasadzie wszyscy się dobrze bawią, niektórzy szukają przygód, inni zaspokojenia potrzeb seksualnych. „Idioci” dla niektórych mogą wydawać się komedią, ten pogląd jednak zostaje szybko zweryfikowany.

Forma przyjęta przez reżysera pozwala zapoznać się z grupą bohaterów bardzo osobiście, a Karen reprezentuje w pewien sposób widza, będąc przyjęta do grupy w tym samym momencie co my. I wraz z nią zadajemy sobie pytania o co w tym wszystkim chodzi i czemu to służy, wraz z nią dajemy się temu porwać, zaczynamy wierzyć w ideologię głoszoną przez Henrika, wraz z nią mamy później chwile zwątpienia. Nie mamy jednak bagażu jej doświadczeń, które diametralnie zmieniają punkt widzenia.

Filmy są ciężkie, trudne, wymagają ze strony widza bardzo wiele. Zdecydowanie jednak warto. Ja miałem duże szczęście każdy z nich oglądać na sali kinowej, co pomaga osiągnąć wymagany poziom skupienia.

Takich filmów nie zapomina się do końca życia, właśnie takie filmy kształtują charakter, psychikę człowieka, jego spojrzenie na świat. Warto obejrzeć mnóstwo średniaków by w końcu trafić na taki skarb. Jak na złość oczywiście skarb nie był głęboko ukryty, w końcu każdy wie kto to jest Lars von Trier. Sam nie wiem dlaczego nie obejrzałem Trylogii wcześniej, z drugiej strony może dobrze się stało…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *