Wkraczając w pustkę

Zwykle, gdy zobaczy się film tak dobry jak opisywane wcześniej „Love”, to zaczyna się zgłębiać filmografię reżysera. A poprzednim dziełem w dorobku Gaspara Noe było „Wkraczając w pustkę” z 2009 roku.

Film ten w konstrukcji bardzo przypomina „Love”. Główny bohater – Oscar jest dilerem narkotykowym, w wyniku niedługiej serii wydarzeń zostaje zastrzelony przez policję. Jego duch jednak krąży nad Tokio (bo tam dzieje się akcja filmu), odwiedzając znajomych, czasem wybiegając w przyszłość, czasem wracając do minionych wydarzeń. Gdy Oscar jeszcze żyje oglądamy świat jego oczami, jego postać możemy zobaczyć w lustrze lub okazjonalnie zobaczyć jego plecy. Perspektywa nieco się zmienia gdy obcujemy z jego metafizycznym odpowiednikiem – oglądamy lot nad miastem, duch głównego bohatera przenika przez ściany, i inne fizyczne obiekty.

etv2

Wychodzi to bardzo dobrze, wręcz traci się poczucie fizyczności. Zresztą to właśnie wizualia są największą siłą filmu. Od samego początku obserwujemy po prostu kalejdoskop migających kolorów, a migają nie tylko obiekty przedstawione w filmie, ale również cały obraz często zmienia kolor z częstotliwością właściwie stroboskopową. Cała akcja dzieje się w nocy, co pozwala nie tylko znacznie uatrakcyjnić efekty kolorystyczne przez powstający kontrast, ale również…

Zbudować niepowtarzalny klimat, bo dla bohaterów „Wkraczając w pustkę” noc jest całym życiem. Oscar – jest dilerem, jego siostra Linda jest striptizerką, przyjaciel Alex jest malarzem. Wszystko z czym mają kontakt jest obskurne, wręcz obrzydliwe, bez przerwy pobrzmiewa bardzo męcząca, głośna muzyka charakterystyczna dla nocnych klubów. W podobny sposób jest przedstawiona seksualność (no może poza ostatnimi scenami), której w filmie nie brakuje. Również sama historia, która doprowadziła do śmierci Oscara do przyjemnych nie należy.

Bardzo silnie zaznaczony jest motyw reinkarnacji, bo byt głównego bohatera nie wędruje bez celu, zmierza do znalezienia sobie nowego ciała, a cały proces jest wyjaśniany w pierwszej fazie filmu parafrazą fragmentu tybetańskiej księgi.

Tak jak doceniam jakość filmu szczególnie w sferze czysto wizualnej, konsekwencję i spójność z jaką całość została zbudowana, to muszę powiedzieć, że film jest trudny do oglądania, głównie przez dużą intensywność wrażeń wzrokowych i dźwiękowych. Sam temat jest też niestety niezbyt interesujący, w końcu oglądamy tak naprawdę narkotyczną wizję bohatera, który nie jest zresztą nadzwyczaj ciekawy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *